Eliza i Maciej –  O tym, że mój syn ma skłonności homoseksualne, dowiedziałam się, gdy był w klasie maturalnej. To było jak grom z jasnego nieba. Nie byłam na to przygotowana, mimo że moje serce matki wyczuwało, że coś jest nie tak, że pomiędzy nami jest jakaś tajemnica. Dla całej naszej rodziny był to bardzo trudny czas. Oboje z mężem za wszelką cenę chcieliśmy ratować nasze dziecko, ale robiliśmy to po swojemu. Każdą naszą propozycję syn odrzucał, twierdząc, że taki się urodził. Słowa przeciwko słowom. W tej trudnej sytuacji ogromną łaską i wsparciem dla nas rodziców był ksiądz, który trwał z nami w tym bólu. Bóg zaczął stawiać na naszej drodze kolejne osoby, które jak po nitce do kłębka doprowadziły nas do ODWAGI. Tu spotkaliśmy innych rodziców, którzy znaleźli się w sytuacji podobnej do naszej i też cierpieli. Doświadczyliśmy od nich dużego wsparcia. Uczyliśmy się na nowo przyjmować nasze dziecko i bezwarunkowo je kochać. Droga, na którą weszliśmy, jest pełna zakrętów, wzlotów i bolesnych upadków, ale nie poddajemy się.  Na początku tej drogi jako rodzice mieliśmy wspaniałe pomysły na pomoc naszemu synowi, ale bez jego przyzwolenia nie było to możliwe. I to było najtrudniejsze dla nas – zgodzić się, by to on w wolności podejmował decyzje. Nawet jeśli widzimy, że obiektywnie nie są one dobre.

Krystian i Aneta – Informacja o tym że moje nastoletnie dziecko zmaga się z doświadczeniem pociągu seksualnego do tej samej płci i określa siebie, że jest homoseksualne było najtrudniejszym wydarzeniem do przeżycia i przyjęcia. To był szok i niedowierzanie, na granicy załamania. Rozpoczęła się intensywna droga poszukiwań wiedzy. Chcieliśmy zrozumieć przyczyny i szukaliśmy pomocy. Wiedzieliśmy, że takie się nie urodziło. Dowiedzieliśmy się, że skłonności homoseksualne są objawem i świadczą o tym, że osoba doświadczyła zranień i potrzebuje ich uzdrowienia. Byliśmy bezradni wobec tego problemu i sami potrzebowaliśmy wsparcia. Chcąc chronić nasze dziecko nie mogliśmy dzielić się tym problemem z bliskimi, co było dodatkowym obciążeniem. Dowiedzieliśmy się o spotkaniach weekendowych dla rodziców, które organizuje Odwaga. Odwagą dla nas było tam pojechać ale od razu doświadczyliśmy, że spotkanie z innymi rodzicami było bardzo pomocne. Rodzice, którzy właśnie się dowiedzieli o takim problemie swojego dziecka powinni dać mu wsparcie, w postaci nieoceniającego wysłuchania i przyjęcia faktu, że ono tego doświadcza, i że nie jest to wybór. Dziecko samo czuje się pogubione i potrzebuje bycia przyjętym cokolwiek się z nim dzieje. Można powiedzieć: nie wiedziałem, że tego doświadczasz, opowiedz mi o tym. Chcę Ci pomóc, poszukamy pomocy. Trzeba przygotować się na długą drogę, bo okres dorastania to bardzo burzliwy czas niestabilnych emocji i poszukiwań własnej tożsamości. Należy zapewnić dziecko, że czas działa na ich korzyść i nie muszą się spieszyć z ogłaszaniem światu kim są, bo wiele jeszcze może się zmienić. Zrozumienie przyczyn i uzdrowienie zranień jest priorytetem. Do tego potrzebny jest rozumiejący złożoność problemu ale nie afirmujący te skłonności terapeuta lub dobry przyjaciel. Znalezienie wywiadów z osobami, które wyszły z tego problemu również jest ogromnym wsparciem na tej drodze. Nasza droga jest trudną drogą przyjęcia bezradności i niemocy, uznania własnych problemów związanych z własną historią rodzinną,  zmierzenia się z bolesnymi faktami rodzicielskich błędów jakie (niezamierzenie) popełniliśmy, uczenia się jak teraz postępować. Kluczem jest odbudowanie relacji małżeńskiej jak i zaangażowanie się ojca w czas spędzony z synem a dla mnie matki wycofanie się z niezdrowej bliskości w tej relacji. Od strony duchowej jest to ustawiczna szkoła ufności Bogu, że On ma swój plan i jest w tym cierpieniu z nami, że Jemu jeszcze bardziej niż nam zależy na naszym dziecku.

Grażyna i Arek  –  W środku pandemii, tuż po maturze, nasz syn oznajmił nam coś, co całkowicie nas zmroziło. Powiedział, że jest zafascynowany pewnym chłopakiem. Po krótkich wyjaśnieniach oświadczył, że jest z nim w związku. Nie wiedzieliśmy, co mamy robić. Poczuliśmy się, jakby świat nam się nagle zawalił. Zaczęliśmy szukać różnych informacji na temat uczuć homoseksualnych, czegoś co dałoby nam jakąkolwiek nadzieję. Czuliśmy podświadomie, że trzeba szukać pomocy tam, gdzie pracują osoby, które będą miały zbliżony do naszego światopogląd, oparty na wartościach chrześcijańskich. W ten sposób trafiliśmy do Odwagi. Najpierw kontaktowaliśmy się telefonicznie i dostaliśmy konkretne wskazówki jak sobie radzić w tej trudnej dla nas sytuacji. Odwaga pomogła nam zmierzyć się nie tylko z uczuciami homoseksualnymi naszego syna, ale także z jego buntem i agresją, której doświadczaliśmy już od kilku lat. Bunt ten był w dużej mierze związany z faktem, że nasz syn jest dzieckiem adoptowanym. Dalsze rozmowy z Odwagą i rodzicami będącymi w podobnej sytuacji otworzyły nam oczy i dostrzegliśmy szereg błędów, które w relacjach z naszym synem popełnialiśmy wcześniej. Dla dobra syna i całej naszej rodziny postanowiliśmy to zmienić. Przeprowadziliśmy z synem gruntowną rozmowę na temat adopcji, starając  się podkreślić, że kochamy syna tak samo jakby był naszym rodzonym dzieckiem. Fakt adopcji nie miał, nie ma i nigdy nie będzie miał wpływu na naszą miłość do niego. Ustanowiliśmy  dla siebie jasno sprecyzowaną hierarchię wartości – na pierwszym miejscu Bóg, na drugim współmałżonek, na trzecim dzieci, na czwartym dalsza rodzina, praca, pasje. Zdecydowanie ograniczyliśmy kieszonkowe  i kupowanie  drogich rzeczy, które wcześniej syn często wymuszał. Nie zgodziliśmy się również na to aby „kolega” przychodził do naszego domu, czym zapewniliśmy sobie spokój psychiczny, a jak się później okazało był to jeden z powodów dla których związek z „kolegą” się rozpadł.  Ja jako mama uświadomiłam sobie zbytnią nadopiekuńczość wobec syna i postanowiłam z tym skończyć. W związku z tym odsunęłam się na bok, zachęcając jednocześnie syna do samodzielności np. w praniu, gotowaniu, prasowaniu itp.,  przestałam podwozić syna, załatwiać z nim rożne sprawy, robić  wspólne zakupy. To wszystko przekazałam mężowi. Pomagałam mężowi, żeby jak najwięcej czasu spędzał z synem. Przestałam syna przytulać, patrzeć mu w oczy, kokietować go i unikałam niepotrzebnych pogaduszek. Ja jako ojciec zacząłem zabiegać o to aby jak najwięcej czasu poświęcać synowi np. wspólnie wykonywaliśmy rozmaite domowe obowiązki takie jak skręcanie mebli, prace ogrodowe, drobne naprawy samochodu. Od tej pory wizyty u lekarza, zakupy, wynajmowanie mieszkania na studia,  syn już robił ze mną a nie z mamą. Udało nam się wspólnie pojechać na koncert, który to wyjazd oboje dobrze wspominamy. Odkąd syn wyjechał na studia to ja do niego regularnie dzwonię lub syn do mnie i to ze mną omawia różne życiowe sprawy i te radosne i te smutne. Po pewnym czasie synowi weszło już to tak w nawyk, że ze wszystkimi sprawami zwraca się do mnie. Wprowadzenie tych wszystkich zmian w naszym życiu zaowocowało tym, że związek z „kolegą” po niecałym roku się rozpadł. Obecnie nie wiemy czy syn nadal ma uczucia homoseksualne i czy prowadzi homoseksualny styl życia. Wiemy jednak na pewno, że relacje z naszym synem stały się o wiele bardziej dojrzałe i wzajemnie życzliwe.

Natalia –  Pierwsza informacja od córki o tym, że czuje się osobą transpłciową, uderzyła we mnie jak grom, ale ponieważ wydawało się, że obie byłyśmy mocno zakotwiczone w wierze, nie upadłam wtedy. Wydawało się, że sobie z tym poradzimy, że jest to związane z dojrzewaniem, że minie. Ale to było podstępne przeczucie, usypiające czujność. Nie chcąc stracić córki, uczestniczyłam w zabiegach medycznych, które miały zmienić ją w chłopaka. Mimo to cały czas następowała destrukcja naszych więzi, zaufania i zrozumienia, co stopniowo prowadziło mnie w dół, ku rozpaczy. Pan Bóg zadbał jednak o to, by na mojej drodze stanęły osoby z ODWAGI i pokazały mi, jak przylgnąć do krzyża. Dopiero gdy się na nim wsparłam, zatrzymałam się w dalszym upadku. Idę jak owca obok mojej córki, bo błądzi. Błądzę razem z nią, ale ponieważ odrzuciła dzwoneczek, ja muszę dzwonić, by Pasterz nas odnalazł. Ufam Mu bezgranicznie.

Hania i Zbyszek –  Kiedy usłyszeliśmy od dorosłego syna, że odczuwa pociąg seksualny do mężczyzn, doznaliśmy szoku i rozpaczy. Szybko jednak postanowiliśmy za wszelką cenę zawalczyć o niego. W środowisku ODWAGI odnaleźliśmy wiarę i siłę do podejmowania właściwych decyzji. Zaczęliśmy od siebie, wzajemnie się wspierając w zmianie odniesień do syna. Zbyszek odnawiał z nim swoje relacje przez częste rozmowy telefoniczne; dawał mu do zrozumienia, jak bardzo go kocha i wzmacniał jego poczucie wartości. Nie krytykował jego decyzji o sposobie życia, ale też nie krył, że nigdy się z nią nie pogodzimy. Ja zaś, jako matka, usunęłam się w cień tej ojcowsko-synowskiej relacji, ale było to dla mnie trudne. Z czasem jednak nasze rodzicielskie starania okazały się skuteczne w takim stopniu, że poprawiły się nasze relacje z synem, a on nam oznajmił, że chce być sam. Obecnie obraca się w mieszanym towarzystwie, zmienia negatywne nastawienie do kobiet, spontanicznie zaprasza nas do swojego domu, chętnie nas odwiedza, chodzi z nami do kościoła i uczestniczy w życiu religijnym.

Nadia i Michał –  Nadia –  Jesteśmy małżeństwem od ponad 20 lat. Mamy wspaniałe dzieci. Kilka lat wcześniej przeżyliśmy rodzinny kryzys. Z perspektywy czasu dziękuje Bogu za ten kryzys i za to, że wydarzył się wcześniej. Dzięki niemu nauczyliśmy się żyć razem, rozmawiać, wspólnie działać, troszczyć się o jedność małżeńską. W tym klimacie nawet nie pomyślałam, że może pojawić się jakiś problem z naszą córką. Czy zauważałam wcześniej jakieś oznaki? Niekoniecznie. Wprawdzie nasza córka była non stop przyklejona do telefonu, zamykała  się w pokoju, miała stany depresyjne, cięła się, nocowała  u koleżanki. Ale wszystko to wiązałam z powodami innymi niż homoseksualne skłonności. Niepokój wzbudziło we mnie to, że córka, która dotąd była niedostępna, zaproponowała mi wspólne oglądanie filmu. Tylko ona i ja. Marzenie każdej mamy. Po chwili okazało się, że oglądam film o tematyce lesbijskiej. Nie byłam w stanie przez to przebrnąć. Pewnego razu córka zaprosiła do domu koleżankę. Cieszyłam się, że ma przyjaciółkę, lecz gdy zobaczyłam je całujące się i przytulające w sposób, który nie świadczył o kobiecej przyjaźni, tylko o erotycznej relacji, zmroziło mnie. Uczuć, jakie mi wtedy towarzyszyły, nie jestem w stanie opisać. Na pewno pojawiło się niedowierzanie i złość. Po etapie zagubienia przyszło otrzeźwienie. W głowie miałam słowa: działaj i znajdź wsparcie.  Przeszukiwałam Internet. Strony afirmujące homoseksualizm odpadały, nie przemawiały do mnie w żaden sposób. Nie było łatwo. Zadzwoniłam do ODWAGI. Namówiłam męża, by pojechał ze mną na to spotkanie. Z początku był sceptyczny . Myślał, że jak zwykle przesadzam, ale udało się, pojechaliśmy razem. W Odwadze znaleźliśmy wsparcie. Byli tam rodzice, którzy mnie rozumieli. Nic nie musiałam ukrywać, wylałam morze łez. Tam otrzymaliśmy też wskazówki, co robić dalej. Działamy razem: ja i mój mąż Michał. On się wycofywał z życia córki. Ja próbowałam w nim zaistnieć. Miałam wrażenie, że mąż zna ją lepiej. Wie, kiedy i czego potrzebuje. Ale bardzo się starałam. Ze względu na moje doświadczenia z wczesnego dzieciństwa nie wiedziałam, jak być dobrą matką, nie znałam matczynej opieki i przytulenia. Uczyłam się na nowo być matką: uważną, kochającą, nienarzucającą się, obecną. Z początku czułam się niezdarnie. Z czasem stało się to czymś normalnym. Dużo się modliłam. Moja relacja z Panem Bogiem zacieśniła się. Oddałam moją córkę Maryi. Kiedy miałam poważnie porozmawiać o czymś z córką, najpierw układałam sobie w myśli, co chcę jej powiedzieć; potem pytałam zaufanych osób, czy tak może być; następnie ćwiczyłam wypowiedzi przed lustrem. Może to komuś wydawać się śmieszne, ale dla mnie była to nowość, a przede wszystkim droga do osoby, na której mi zależy. Bardzo kocham córkę i to mnie dopingowało do pracy nad sobą. Razem z mężem postanowiliśmy wytyczyć córce pewne granice. Konsultowaliśmy ze sobą daną sprawę, a następnie razem przedstawialiśmy córce to, co ustaliliśmy. Z początku Michał był wycofany podczas tych trudnych rozmów, ale wystarczała mi jego obecność. Czułam, że nie jestem sama i mogę liczyć na wsparcie męża. Po jakimś czasie sytuacja się zmieniła. Obecnie to on mówi o trudnych rzeczach. Zadziwia mnie swoją postawą. Jest bardzo konkretny, stanowczy, ale też i słuchający. O takim mężu zawsze marzyłam. Zakochuję się w nim codziennie!  Michał –  Co było najbardziej trudne dla mnie jako ojca? Odsunięcie się od córki. Przecież to moja córeczka, księżniczka. Dla niej wszystko (np. przemycanie słodyczy, podwożenie do szkoły, nawet kiedy praktycznie była dorosła, a przystanek autobusowy na wyciągnięcie ręki; zapewnienie dobrego telefonu – o wiele lepszego niż mój – aby miała z nami kontakt). To wycofanie się nadal jest dla mnie niełatwe, choć trwa już kilka lat. Trudne są chwile, gdy w jakiejś sytuacji moim naturalnym odruchem byłoby przytulenie córki, pomoc w problemach, podanie gotowych rozwiązań, wyręczenie. Mam w tym dać pierwszeństwo żonie? A nawet podpowiadać jej, kiedy można się do córki przytulić, kiedy zaproponować pomoc, przygotować kanapkę? Co ciekawe, ja z kolei mam problem w relacji z synami: jak coś z nimi zrobić, o czym rozmawiać. I tutaj żona częściej mi podpowiada: to jest czas na wasze wspólne bycie i działanie. Uczymy się nawzajem tych odniesień, ale nadal wiele jest tu do zdziałania. Do tego potrzebny jest czas, jaki poświęcamy dzieciom, ale też sobie nawzajem. I w tej materii sporo jeszcze przed nami. Teoretycznie wiemy o tym dobrze, ale nie raz czas przecieka przez palce i niezbyt częste są dobre spotkania z bliskimi. Przy tym nierzadko daje o sobie znać jedna z moich wad: zapominanie. Zapominam, że to ważne, aby Nadia zbliżała się do córki, a ja do synów. Że to nie jest jednorazowa sprawa, ale stały proces. A ja w tym procesie potrzebuję wciąż sobie przypominać, jakie są priorytety. Podstawowy to jedność małżeńska, a mnie nadal raz po raz zdarza się negować zdanie żony przy dzieciach (choćby tylko mimiką, gestem, pojedynczym słowem). Trudności z córką otworzyły przed nami perspektywy stałego troszczenia się o relacje między nami, o relację z Bogiem.  Nadia – Zaczęłyśmy się z córką do siebie zbliżać. Dużo rozmawiałyśmy, wspólnie gdzieś wyjeżdżałyśmy. Córka z osoby wycofanej stała się bardzo otwarta i towarzyska. Największą nobilitacją jest dla mnie fakt, że kiedy znalazła się w kryzysie, to zadzwoniła do mnie, a nie – jak to zwykle bywało – do taty. Chciałabym móc powiedzieć, że kryzys w naszej rodzinie minął. Niestety trwa nadal. Nie ustajemy w modlitwie i pracy nad sobą. Najważniejsze jest to, że każdy z nas poznał swoją rolę i miejsce w rodzinie. Wcześniej nie zauważaliśmy pomieszania w tej kwestii.